sobota, 30 sierpnia 2014

ROZDZIAŁ III

            Dziewczyna obudziła się z ostrym bólem głowy. Nie miała nawet siły jej podnieść. Z trudem otworzyła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała.
            Ściany były beżowe i w niektórych miejscach farba odchodziła ze ścian. Pomacała rękami miejsce obok siebie; leżała na jednoosobowym łóżku. W kącie zauważyła dwie szafki i krzesło z biurkiem. Mimo wszystko, pokój wydawał się bardzo przytulny. Nie licząc kurzu, kilku pajęczyn i odłażącej farby, mogłaby pomyśleć, że jest w jakimś miłym domu, w normalnym świecie.
            Lexie postanowiła wstać mimo uporczywego bólu. Jednak nagle coś poruszyło się w na łóżku blisko jej nóg. Stłumiła okrzyk, gdy okazało się, że to jej najlepszy przyjaciel Travis. Chłopak przetarł oczy i spojrzał na dziewczynę zaspanym wzrokiem. Po chwili na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
            – Lexie. – Usiadł bliżej niej. – Już zaczynałem się martwić. Jak się czujesz?
            Alexandra próbowała coś powiedzieć, jednak jej gardło było okropnie wysuszone. Travis widząc to, podał jej szklankę wody i pomógł się napić. Dziewczyna poczuła ogromną ulgę czując w ustach coś chłodnego i wilgotnego.
            – Lepiej? – zapytał Travis i spojrzał z czułością na przyjaciółkę.
            – Tak – wychrypiała i po raz kolejny postanowiła się podnieść. Syknęła tylko z bólu i opadła na poduszkę. – Co się stało Travis? Gdzie my jesteśmy? Dlaczego tak cholernie boli mnie głowa?
            – Nie pamiętasz?
            – Kojarzę tylko stację benzynową i pełno Umarlaków, a potem... Nie wiem. – Spojrzała w tęczówki przyjaciela z nadzieją na wyjaśnienia.
            – Mieliśmy coraz mniej szans, Zombie były wszędzie. Nagle pojawiło się troje ludzi. Nawet mówiłaś, że słyszysz dźwięk motocyklu, ale to nie ważne. Zaczęli strzelać z pistoletów i kusz. Victoria i reszta chcieli nam pomóc, a że dziewczyna jest u nich nowa zamiast Umarłego uderzyła z całej siły ciebie. Byłaś nieprzytomna przez dwa dni. Nie wiedzieliśmy za bardzo, dlaczego to tyle trwa. Bałem się, że już… - Chłopak urwał i spojrzał na swoje dłonie. Naprawdę nie wiedział, co by zrobił gdyby coś jej się stało. Nigdy by sobie tego nie wybaczył.
            – Hej, Travis. – Uśmiechnęła się do niego ciepło. – Nic mi nie jest, poza drobnym wstrząśnieniem mózgu oczywiście. Było minęło, nie ma co gdybać. – Dziewczyna złapała się za tył głowy i lekko rozmasowała wielkiego guza. Miała nadzieję, że szybko jej przejdzie. I tak zmarnowała całe dwa dni. – Powiedz mi, gdzie my tak właściwie jesteśmy i o jakich ludziach mówiłeś?
            – My mieliśmy swój supermarket, a tu mają bazę wojskową. – Wzruszył ramionami. – Trafiliśmy na nocny patrol i tylko to uratowało nam życie.
            – Ile jest tu ludzi? Mają lekarstwo? Wiedzą coś o nim?
            – Jakieś czterdzieści osób i nie mają lekarstwa, nic nie słyszeli na ten temat. – Ściszył głos i pochylił się bliżej. – Z tego co wiem, nawet nie wiedzą o uśpionym wirusie.
            – Jeśli tak, to niech tak zostanie i nie mogą dowiedzieć się o mnie.
            – To jest oczywiste. – Uśmiechnął się.
            – A i Travis? – Alexandra zaczęła nerwowo bawić się palcami. – Nic nie mówiłam wcześniej, ale… Jeśli bym… Zrobisz to ty? – Odważyła się spojrzeć przyjacielowi w oczy. – Zabijesz mnie?
            Chłopak wstał z łóżka i podszedł do drzwi.
            – Przyniosę ci coś do jedzenia. Zaraz wracam. – Po tych słowach opuścił pomieszczenie.
            Alexandra zaczęła myśleć nad jej dalszym losem. Muszą jak najszybciej opuścić to miejsce i udać się do Pheonix. Inaczej nie wiadomo, co się z nią stanie. Nie chciała narażać na niebezpieczeństwo niewinnych ludzi, a tym bardziej jej najlepszego przyjaciela. To była jej ostatnia bliska osoba, musiała o niego dbać. Zostaną tu jeszcze tylko kilka dni, o ile im pozwolą, do czasu aż ból ustąpi i będzie mogła normalnie funkcjonować. Przecież muszą zdobyć na nowo sprawny samochód, a nie pozwoli, aby to Travis sam dbał o ich dwójkę. Spróbowała się podnieść, lecz ból wciąż jej to uniemożliwiał. Będzie musiał jej ktoś pomóc, bo inaczej oszaleje w tej jednej pozycji.
            Dziewczyna usłyszała pukanie do drzwi. Nie zdążyła nawet powiedzieć proszę, gdy w szparze pojawiła się blond głowa.
            – Mogę wejść? – zapytała młoda dziewczyna i ponownie nie czekając na odpowiedź, weszła do środka. Wzięła krzesło, które stało obok biurka, postawiła je przy jej łóżku i usiadła.
            Wyglądała na góra siedemnaście lat. Długie, jasne włosy miała wilgotne; zapewne po prysznicu. Lexie w tym momencie o niczym nie myślała jak o ciepłej wodzie. Musiała wyglądać i pachnieć okropnie. Uniosła jedną brew i spojrzała w niebieskie oczy wychudzonej dziewczyny. Ta, mimo wesołej osobowości, zaczęła nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu.
            – Skoro sama wpuszczasz się do pomieszczenia, może w końcu sama coś wykrztusisz? – powiedziała Lexie, nadal lustrując dziewczynę, która w końcu na nią spojrzała.
            – Ja... – odchrząknęła. – Ja... Przyszłam cię przeprosić. To przeze mnie teraz leżysz w tym łóżku. Po prostu jestem tu od niedawna i dopiero uczę się walczyć. Nie zauważyłam jak Zombie się uchylił i... Uderzyłam cię. Naprawdę nie chciałam. Jeszcze raz cię przepraszam.
            Lexie spojrzała na jej lekko przestraszoną twarz i wiedziała, że mówi prawdę, Nie mogła winić nowej za czyn. Tak czy siak, starała się przecież uratować jej życie.
            ­– Nie ma sprawy. – Uśmiechnęła się, lekko krzywiąc się z bólu. – Dzięki, że starałaś się mnie ocalić.
            – Nie masz za co dziękować. – Blondynka również się uśmiechnęła i widocznie odetchnęła z ulgą. – A tak przy okazji, jestem Victoria. – Wyciągnęła dłoń w stronę drugiej dziewczyny.
            – Alexandra. – Brunetka odwzajemniła uścisk. – A gdzie jest...
            – Twój chłopak zaraz powinien tu być. Jak tylko dowiedziałam się, że odzyskałaś przytomność, od razu musiałam do ciebie przyjść.
            – Tak dla jasności. Travis nie jest moim chłopakiem. To tylko przyjaciel.
            Drzwi otworzyły się i do pokoju wszedł chłopak, o którym była mowa.
            – Jasne – powiedziała przeciągle Victoria i wstała z krzesła. – Będę lecieć, przyniosę ci jakieś świeże ciuchy i jak zjesz ktoś zaprowadzi cię do łazienki. Jeszcze raz przepraszam – mówiąc ostatnie zdanie, dziewczyna wyszła.
            Travis postawił na stoliczku obok łóżka talerz z jedzeniem i parującą kawą. W markecie zapas czarnego trunku skończył się jakieś pół roku temu, więc Lexie nie mogła się doczekać, aż poczuje ten świetny smak w ustach.
            – Przyniosłem ci także dwie tabletki przeciwbólowe. Jensen powiedział, że taka dawka powinna uśmierzyć ból.
            Dziewczyna natychmiast połknęła pigułki, a przyjaciel pomógł popić je wodą. Po niespełna piętnastu minutach ból był minimalny i Alexandra mogła wreszcie podnieść się z łóżka. Zjadła ubogi posiłek z apetytem i wypiła kubek z dawką kofeiny.
            – Zaprowadzę cię do łazienki, chodź.
            – Aż tak śmierdzę? – Lexie zaśmiała się do przyjaciela.
            – Bardzo śmieszne, po prostu wiem, że tego potrzebujesz.
            – Oj już nie musisz się tak wykręcać, zbyt dobrze cię znam. – Gdy brunetka wypowiadała te słowa powoli podnosiła się z pozycji siedzącej. Jednak nagle zakręciło się jej w głowie i gdyby nie interwencja chłopaka, zapewne wylądowałaby na podłodze.
            – Ja cię zaprowadzę, ale ktoś będzie musiał ci towarzyszyć. Sama tam nie zostaniesz.
            Travis przytrzymał Lexie w pasie i udali się do łazienki. Nie było tu żadnych luksusów. Małe pomieszczenie z kabiną prysznicową, umywalką i toaletą. Chłopak zostawił przyjaciółkę na ubikacji i wyszedł zostawiając otwarte drzwi. Po chwili pojawiła się w nich Victoria.
            – Słyszałam, że nie jest z tobą najlepiej.
            – Ale też nienajgorzej – odparowała Lexie i powoli zaczęła ściągać brudny podkoszulek.
            – Pomóc ci?
            – Dzięki, wystarczy tylko, że mnie czasami podtrzymasz i nie będziesz patrzyła w nieodpowiednich momentach.
            – Nie ma sprawy. – Po wypowiedzeniu tych słów blondynka komicznie zasalutowała, więc Lexie musiała się roześmiać.
            Brunetka pod bieżącą wodą spędziła dwadzieścia minut. Większość czasu poświęciła tylko na siedzeniu i pozwalaniu, aby woda spływała po jej nagim ciele. Ludzie żyjący w tym miejscu pozwolili na dłuższy prysznic, tylko ze względu na jej stan. Myjąc włosy, dziewczyna czuła pulsujące wybrzuszenie z tyłu głowy. Musiała naprawdę mocno dostać skoro to wszystko trwało tyle czasu. Z lekkim ociąganiem w końcu opuściła kabinę prysznicową i z niewielką pomocą Victorii wysuszyła swoje ciało i ubrała się w świeże ubrania. Wciąż było gorąco, nawet w pomieszczeniu bazy wojskowej, więc była wdzięczna za spodenki do kolan i luźny T-shirt z głębokim dekoltem.
            – I jak? Pewnie od razu lepiej. – Zagadnęła blondynka, gdy zmierzały do gabinetu Generała; człowieka, który sprawował opiekę nad ludźmi w tym miejscu. Generał, jak dowiedziała się Lexie, zawdzięczał swoją „ksywkę” tylko i wyłącznie stopniu wojskowemu, jaki otrzymał przed apokalipsą. Ze swojej rodziny udało mu się uratować tylko syna, ze swoich pracowników tylko czterech ludzi, którzy byli mu najbliżsi w chwili obecnej.
            – Jasne. Już nie mogłam się doczekać, aż poczuję ciepłą wodę. Chyba nieświadomie nawet o tym śniłam. – Obie rozweselone stanęły naprzeciw metalowych drzwi. Blondynka zapukała i po usłyszeniu proszę weszły do środka.
            A u mnie nawet nie czekała na odpowiedź – pomyślała Lexie i ruszyła za dziewczyną. Jednak zanim weszły do środka, blondynka rzuciła jeszcze przez ramię:
            – Pamiętaj, on nie jest taki straszny, na jakiego wygląda.
            W środku panował lekki półmrok. Przez mocne słońce żaluzje były zasłonięte, co tylko dodawało temperaturze kilku stopni więcej. Nieświadomie brunetka zaczęła się pocić, przetarła ręką czoło i rozejrzała się po gabinecie. Było tu kilka regałów z różnymi książkami i teczkami zapełnionymi papierami. Jednak dziewczyna wątpiła, że teraz to wszystko mogło się do czegoś przydać. Ściany były tego samego koloru co w jej pokoju. Na chwilę obecną postanowiła, że tak będzie go nazywać – jej pokój. Na ścianach również nie było żadnych zdjęć ani obrazów, mimo to, były widoczne ślady, że coś tam wisiało. Pod oknem po lewej stronie stało masywne biurko, za którym siedział mężczyzna, którego mleczno brązowe włosy były poprzetykane siwizną. Wyglądałby nawet sympatycznie, gdyby nie różowa blizna ciągnąca się od prawego policzka, aż do łokcia. Nie sposób było jej nie zauważyć.
            – Cześć Vicky, przyprowadziłaś śpiącą królewnę – powiedział, po czym wstał z fotela i podszedł do dziewczyn. – Ładną masz buźkę. – Wypowiadając te słowa przejechał szorstkim palcem po policzku Lexie, która natychmiast odsunęła głowę w bok.
            – Nie musi mnie pan dotykać.
            – Zadziorna zarazem. – Obszedł stół i ponownie usiadł w fotelu. – Pozwól, że się przedstawię. Jestem John Brandon. A tobie jak na imię, śliczna?
            Powoli zaczynało się gotować w brunetce. Ten mężczyzna coraz bardziej działał jej na nerwy. Jednak przyjął ją pod swój dach i otoczył opieką, więc przez jakiś cza postara się być miła i znosić jego zachowanie.
            – Alexandra Wilson, miło mi pana poznać. – Uśmiechnęła się sztucznie.
            – Proszę mówmy sobie na ty. Przez oficjalną formę czuję się jeszcze starszy niż w rzeczywistości. I proszę, usiądźcie. – Wskazał dwa krzesła naprzeciw siebie.

            – Zgoda, John. – Lexie nie zmazywała uśmiechu z twarzy. Założyła nogę na nogę i spojrzała mężczyźnie prosto w oczy. Teraz musiała tylko wybadać teren na jakim przyszło im się znaleźć.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz