Dziewczyna obudziła się z ostrym
bólem głowy. Nie miała nawet siły jej podnieść. Z trudem otworzyła oczy i
rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała.
Ściany były beżowe i w niektórych
miejscach farba odchodziła ze ścian. Pomacała rękami miejsce obok siebie;
leżała na jednoosobowym łóżku. W kącie zauważyła dwie szafki i krzesło z
biurkiem. Mimo wszystko, pokój wydawał się bardzo przytulny. Nie licząc kurzu,
kilku pajęczyn i odłażącej farby, mogłaby pomyśleć, że jest w jakimś miłym
domu, w normalnym świecie.
Lexie postanowiła wstać mimo
uporczywego bólu. Jednak nagle coś poruszyło się w na łóżku blisko jej nóg.
Stłumiła okrzyk, gdy okazało się, że to jej najlepszy przyjaciel Travis.
Chłopak przetarł oczy i spojrzał na dziewczynę zaspanym wzrokiem. Po chwili na
jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
– Lexie. – Usiadł bliżej niej. – Już
zaczynałem się martwić. Jak się czujesz?
Alexandra próbowała coś powiedzieć,
jednak jej gardło było okropnie wysuszone. Travis widząc to, podał jej szklankę
wody i pomógł się napić. Dziewczyna poczuła ogromną ulgę czując w ustach coś
chłodnego i wilgotnego.
– Lepiej? – zapytał Travis i
spojrzał z czułością na przyjaciółkę.
– Tak – wychrypiała i po raz kolejny
postanowiła się podnieść. Syknęła tylko z bólu i opadła na poduszkę. – Co się
stało Travis? Gdzie my jesteśmy? Dlaczego tak cholernie boli mnie głowa?
– Nie pamiętasz?
– Kojarzę tylko stację benzynową i
pełno Umarlaków, a potem... Nie wiem. – Spojrzała w tęczówki przyjaciela z
nadzieją na wyjaśnienia.
– Mieliśmy coraz mniej szans, Zombie
były wszędzie. Nagle pojawiło się troje ludzi. Nawet mówiłaś, że słyszysz
dźwięk motocyklu, ale to nie ważne. Zaczęli strzelać z pistoletów i kusz.
Victoria i reszta chcieli nam pomóc, a że dziewczyna jest u nich nowa zamiast
Umarłego uderzyła z całej siły ciebie. Byłaś nieprzytomna przez dwa dni. Nie
wiedzieliśmy za bardzo, dlaczego to tyle trwa. Bałem się, że już… - Chłopak
urwał i spojrzał na swoje dłonie. Naprawdę nie wiedział, co by zrobił gdyby coś
jej się stało. Nigdy by sobie tego nie wybaczył.
– Hej, Travis. – Uśmiechnęła się do
niego ciepło. – Nic mi nie jest, poza drobnym wstrząśnieniem mózgu oczywiście.
Było minęło, nie ma co gdybać. – Dziewczyna złapała się za tył głowy i lekko
rozmasowała wielkiego guza. Miała nadzieję, że szybko jej przejdzie. I tak
zmarnowała całe dwa dni. – Powiedz mi, gdzie my tak właściwie jesteśmy i o
jakich ludziach mówiłeś?
– My mieliśmy swój supermarket, a tu
mają bazę wojskową. – Wzruszył ramionami. – Trafiliśmy na nocny patrol i tylko
to uratowało nam życie.
– Ile jest tu ludzi? Mają lekarstwo?
Wiedzą coś o nim?
– Jakieś czterdzieści osób i nie
mają lekarstwa, nic nie słyszeli na ten temat. – Ściszył głos i pochylił się
bliżej. – Z tego co wiem, nawet nie wiedzą o uśpionym wirusie.
– Jeśli tak, to niech tak zostanie i
nie mogą dowiedzieć się o mnie.
– To jest oczywiste. – Uśmiechnął
się.
– A i Travis? – Alexandra zaczęła
nerwowo bawić się palcami. – Nic nie mówiłam wcześniej, ale… Jeśli bym… Zrobisz
to ty? – Odważyła się spojrzeć przyjacielowi w oczy. – Zabijesz mnie?
Chłopak wstał z łóżka i podszedł do
drzwi.
– Przyniosę ci coś do jedzenia.
Zaraz wracam. – Po tych słowach opuścił pomieszczenie.
Alexandra zaczęła myśleć nad jej
dalszym losem. Muszą jak najszybciej opuścić to miejsce i udać się do Pheonix.
Inaczej nie wiadomo, co się z nią stanie. Nie chciała narażać na
niebezpieczeństwo niewinnych ludzi, a tym bardziej jej najlepszego przyjaciela.
To była jej ostatnia bliska osoba, musiała o niego dbać. Zostaną tu jeszcze tylko
kilka dni, o ile im pozwolą, do czasu aż ból ustąpi i będzie mogła normalnie
funkcjonować. Przecież muszą zdobyć na nowo sprawny samochód, a nie pozwoli,
aby to Travis sam dbał o ich dwójkę. Spróbowała się podnieść, lecz ból wciąż
jej to uniemożliwiał. Będzie musiał jej ktoś pomóc, bo inaczej oszaleje w tej
jednej pozycji.
Dziewczyna usłyszała pukanie do
drzwi. Nie zdążyła nawet powiedzieć proszę,
gdy w szparze pojawiła się blond głowa.
– Mogę wejść? – zapytała młoda
dziewczyna i ponownie nie czekając na odpowiedź, weszła do środka. Wzięła
krzesło, które stało obok biurka, postawiła je przy jej łóżku i usiadła.
Wyglądała na góra siedemnaście lat.
Długie, jasne włosy miała wilgotne; zapewne po prysznicu. Lexie w tym momencie
o niczym nie myślała jak o ciepłej wodzie. Musiała wyglądać i pachnieć
okropnie. Uniosła jedną brew i spojrzała w niebieskie oczy wychudzonej
dziewczyny. Ta, mimo wesołej osobowości, zaczęła nerwowo rozglądać się po
pomieszczeniu.
– Skoro sama wpuszczasz się do
pomieszczenia, może w końcu sama coś wykrztusisz? – powiedziała Lexie, nadal
lustrując dziewczynę, która w końcu na nią spojrzała.
– Ja... – odchrząknęła. – Ja...
Przyszłam cię przeprosić. To przeze mnie teraz leżysz w tym łóżku. Po prostu
jestem tu od niedawna i dopiero uczę się walczyć. Nie zauważyłam jak Zombie się
uchylił i... Uderzyłam cię. Naprawdę nie chciałam. Jeszcze raz cię przepraszam.
Lexie spojrzała na jej lekko
przestraszoną twarz i wiedziała, że mówi prawdę, Nie mogła winić nowej za czyn.
Tak czy siak, starała się przecież uratować jej życie.
– Nie ma sprawy. – Uśmiechnęła się,
lekko krzywiąc się z bólu. – Dzięki, że starałaś się mnie ocalić.
– Nie masz za co dziękować. –
Blondynka również się uśmiechnęła i widocznie odetchnęła z ulgą. – A tak przy
okazji, jestem Victoria. – Wyciągnęła dłoń w stronę drugiej dziewczyny.
– Alexandra. – Brunetka odwzajemniła
uścisk. – A gdzie jest...
– Twój chłopak zaraz powinien tu
być. Jak tylko dowiedziałam się, że odzyskałaś przytomność, od razu musiałam do
ciebie przyjść.
– Tak dla jasności. Travis nie jest
moim chłopakiem. To tylko przyjaciel.
Drzwi otworzyły się i do pokoju
wszedł chłopak, o którym była mowa.
– Jasne – powiedziała przeciągle
Victoria i wstała z krzesła. – Będę lecieć, przyniosę ci jakieś świeże ciuchy i
jak zjesz ktoś zaprowadzi cię do łazienki. Jeszcze raz przepraszam – mówiąc
ostatnie zdanie, dziewczyna wyszła.
Travis postawił na stoliczku obok
łóżka talerz z jedzeniem i parującą kawą. W markecie zapas czarnego trunku
skończył się jakieś pół roku temu, więc Lexie nie mogła się doczekać, aż
poczuje ten świetny smak w ustach.
– Przyniosłem ci także dwie tabletki
przeciwbólowe. Jensen powiedział, że taka dawka powinna uśmierzyć ból.
Dziewczyna natychmiast połknęła
pigułki, a przyjaciel pomógł popić je wodą. Po niespełna piętnastu minutach ból
był minimalny i Alexandra mogła wreszcie podnieść się z łóżka. Zjadła ubogi
posiłek z apetytem i wypiła kubek z dawką kofeiny.
– Zaprowadzę cię do łazienki, chodź.
– Aż tak śmierdzę? – Lexie zaśmiała
się do przyjaciela.
– Bardzo śmieszne, po prostu wiem,
że tego potrzebujesz.
– Oj już nie musisz się tak
wykręcać, zbyt dobrze cię znam. – Gdy brunetka wypowiadała te słowa powoli
podnosiła się z pozycji siedzącej. Jednak nagle zakręciło się jej w głowie i
gdyby nie interwencja chłopaka, zapewne wylądowałaby na podłodze.
– Ja cię zaprowadzę, ale ktoś będzie
musiał ci towarzyszyć. Sama tam nie zostaniesz.
Travis przytrzymał Lexie w pasie i
udali się do łazienki. Nie było tu żadnych luksusów. Małe pomieszczenie z kabiną
prysznicową, umywalką i toaletą. Chłopak zostawił przyjaciółkę na ubikacji i
wyszedł zostawiając otwarte drzwi. Po chwili pojawiła się w nich Victoria.
– Słyszałam, że nie jest z tobą
najlepiej.
– Ale też nienajgorzej – odparowała
Lexie i powoli zaczęła ściągać brudny podkoszulek.
– Pomóc ci?
– Dzięki, wystarczy tylko, że mnie
czasami podtrzymasz i nie będziesz patrzyła w nieodpowiednich momentach.
– Nie ma sprawy. – Po wypowiedzeniu
tych słów blondynka komicznie zasalutowała, więc Lexie musiała się roześmiać.
Brunetka pod bieżącą wodą spędziła
dwadzieścia minut. Większość czasu poświęciła tylko na siedzeniu i pozwalaniu,
aby woda spływała po jej nagim ciele. Ludzie żyjący w tym miejscu pozwolili na
dłuższy prysznic, tylko ze względu na jej stan. Myjąc włosy, dziewczyna czuła
pulsujące wybrzuszenie z tyłu głowy. Musiała naprawdę mocno dostać skoro to
wszystko trwało tyle czasu. Z lekkim ociąganiem w końcu opuściła kabinę
prysznicową i z niewielką pomocą Victorii wysuszyła swoje ciało i ubrała się w
świeże ubrania. Wciąż było gorąco, nawet w pomieszczeniu bazy wojskowej, więc
była wdzięczna za spodenki do kolan i luźny T-shirt z głębokim dekoltem.
– I jak? Pewnie od razu lepiej. –
Zagadnęła blondynka, gdy zmierzały do gabinetu Generała; człowieka, który
sprawował opiekę nad ludźmi w tym miejscu. Generał, jak dowiedziała się Lexie,
zawdzięczał swoją „ksywkę” tylko i wyłącznie stopniu wojskowemu, jaki otrzymał
przed apokalipsą. Ze swojej rodziny udało mu się uratować tylko syna, ze swoich
pracowników tylko czterech ludzi, którzy byli mu najbliżsi w chwili obecnej.
– Jasne. Już nie mogłam się
doczekać, aż poczuję ciepłą wodę. Chyba nieświadomie nawet o tym śniłam. – Obie
rozweselone stanęły naprzeciw metalowych drzwi. Blondynka zapukała i po
usłyszeniu proszę weszły do środka.
A
u mnie nawet nie czekała na odpowiedź – pomyślała Lexie i ruszyła za
dziewczyną. Jednak zanim weszły do środka, blondynka rzuciła jeszcze przez
ramię:
– Pamiętaj, on nie jest taki
straszny, na jakiego wygląda.
W środku panował lekki półmrok.
Przez mocne słońce żaluzje były zasłonięte, co tylko dodawało temperaturze
kilku stopni więcej. Nieświadomie brunetka zaczęła się pocić, przetarła ręką
czoło i rozejrzała się po gabinecie. Było tu kilka regałów z różnymi książkami
i teczkami zapełnionymi papierami. Jednak dziewczyna wątpiła, że teraz to
wszystko mogło się do czegoś przydać. Ściany były tego samego koloru co w jej
pokoju. Na chwilę obecną postanowiła, że tak będzie go nazywać – jej pokój. Na
ścianach również nie było żadnych zdjęć ani obrazów, mimo to, były widoczne
ślady, że coś tam wisiało. Pod oknem po lewej stronie stało masywne biurko, za
którym siedział mężczyzna, którego mleczno brązowe włosy były poprzetykane
siwizną. Wyglądałby nawet sympatycznie, gdyby nie różowa blizna ciągnąca się od
prawego policzka, aż do łokcia. Nie sposób było jej nie zauważyć.
– Cześć Vicky, przyprowadziłaś
śpiącą królewnę – powiedział, po czym wstał z fotela i podszedł do dziewczyn. –
Ładną masz buźkę. – Wypowiadając te słowa przejechał szorstkim palcem po policzku
Lexie, która natychmiast odsunęła głowę w bok.
– Nie musi mnie pan dotykać.
– Zadziorna zarazem. – Obszedł stół
i ponownie usiadł w fotelu. – Pozwól, że się przedstawię. Jestem John Brandon.
A tobie jak na imię, śliczna?
Powoli zaczynało się gotować w
brunetce. Ten mężczyzna coraz bardziej działał jej na nerwy. Jednak przyjął ją
pod swój dach i otoczył opieką, więc
przez jakiś cza postara się być miła i znosić jego zachowanie.
– Alexandra Wilson, miło mi pana
poznać. – Uśmiechnęła się sztucznie.
– Proszę mówmy sobie na ty. Przez
oficjalną formę czuję się jeszcze starszy niż w rzeczywistości. I proszę,
usiądźcie. – Wskazał dwa krzesła naprzeciw siebie.
– Zgoda, John. – Lexie nie zmazywała
uśmiechu z twarzy. Założyła nogę na nogę i spojrzała mężczyźnie prosto w oczy.
Teraz musiała tylko wybadać teren na jakim przyszło im się znaleźć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz